Załoga polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M miała problemy w rozmowie z wieżą kontrolną. Przynajmniej tą z białoruskiego Mińska, czyli kilkanaście minut przed katastrofą.Kilka minut po ósmej samolot prezydencki leciał nieopodal Mińska. Tamtejsza wieża kontroli lotów przekazywała im jaka pogoda panuje aktualnie w Smoleńsku. – To będzie… makabra będzie. Nic nie będzie widaćpowiedział w kabinie pilotów niezidentyfikowany głos.Polska załoga już wtedy wiedziała, że, jeśli na lotnisku w Smoleńsku będą dalej panowały fatalne warunki atmosferyczne, może lądować na zapasowym lotnisku w Miśku bądź Witebsku.Na koniec rozmowy z wieżą polscy piloci chcieli pożegnać się z Białorusinami. Niestety nie byli pewni jak to się robi.

Do swidanija się mówipowiedział drugi pilot. Nawigator pokładowy nie był jednak tego pewien.
Właśnie nie wiem, czy to jest „Do swidanija”, czy… - powiedział
A jak?dopytywał drugi pilot
Ja nie zgodziłbym siępodtrzymywał swoje zdanie nawigator.
Dobroje ranieco - przypomniał sobie zwrot białoruski drugi pilotPowiedz tak, zobaczymy czy załapiedodał Robert Grzywna. Później roześmiał się.

Do śmiechu pilotom było też kilka minut później. Wówczas 2 pilot pytał się o temperaturę i ciśnienie.Ze stenogramów wynika, że technik pokładowy pytał nawigatora o odczytanie parametrów.

Mogę jeszcze ciśnienie i temperaturę? - zapytał mechanik.

Skąd mam wiedzieć….? – zdziwił się nawigator.

Nie wiem. Nie, powiedz jaka jest temperatura. Ziiiiimno – zaśmiał się drugi pilot Grzywna.

W tym czasie w kokpicie była jeszcze jedna osoba. Niestety do tej pory nie została zidentyfikowana.

Jak widać w kabinie pilotów panowała świetna atmosfera. Nikt z nich nie spodziewał się najgorszego.

Nawet zła pogoda ich nie deprymowała. – Nie no ziemię widać…. Coś tam widać. Może nie będzie tragedii – mówił Grzywna niecałe pół godziny przed katastrofą.

FAKT