W pazurach hegemona Google

Dodane przez kair4 - czw., 03/08/2018 - 21:32
google internetowy hegemon

Korzystając z darmowych usług wirtualnych należy pamiętać, że np. firma Google to nie jest dobry wujek z walizką pełną dolarów czy mesjasz, który za darmochę rozda wszystkim po równo - absolutnie tak nie jest. Google to przede wszystkim potężna prywatna korporacja, której głównym zadaniem jest inwigilacja i zarabianie pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy.

Google jest najcenniejszą marką świata, ogólna wartość kapitałowa firmy w 2017 r. oszacowana na 109,5 mld dol. Wynik finansowy przebił wszystkie inne koncerny z branży IT, co daje bezprecedensowe 1 miejsce najbogatszych firm świata. Internetowy hegemon obecnie kontroluje, aż 90% ogólnoświatowych zasobów sieciowych. Opanował większość rynku urządzeń mobilnych, spychając każdą konkurencję na boczne tory.

Zjawisko jest bardzo niebezpieczne, w przyszłości może mieć bardzo poważne skutki. Kto ma władzę w Internecie ten rządzi światem, a rakiety balistyczne już dawno odeszły do lamusa. Władcy sieci mogą za jednym pstryknięciem zniszczyć każdą firmę, wymazać na zawsze stronę WWW, wpływać na politykę lokalną i globalną, a nawet wywoływać konflikty zbrojne. Wirtualny świat już nie jest taki sam jaki znaliśmy 10 czy 15 lat temu. Dziś najcenniejszą rzeczą obok gotówki jest zbieranie informacji o ludziach.

Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobisz?

Agresywna ekspansja cyfrowego hegemona, powoli zaczyna być odczuwalna w niemal każdej sferze naszego życia. Przykładów często stosowanych nieetycznych praktyk można mnożyć i mnożyć. Jeśli ktokolwiek myśli inaczej i wierzy w banialuki wygłaszane przez pracowników korporacji to daleko nie zajdzie. Szumnie wprowadzane rewolucyjne zmiany np. w wynikach wyszukiwań, przeważnie nie mają nic wspólnego z polepszeniem trafności wyników.

Mechanizmy takie jak Panda czy Pingwin, raczej przyniosły odwrotny skutek, a rzekomo miały uzdrowić indeks odsiewając spamerskie serwisy. Kolejna zmiana i kolejna klapa, zwierzaki googlowe odsiały, ale tych maluczkich, bogatemu włos nawet z głowy nie spadł, a nieuczciwe witryny publikujące skopiowane treści, nadal zajmują wysokie pozycje, często wyższe od od tych, którym ukradły teksy.

Wprowadzenie do analizy indeksu robotów sztucznej inteligencji, natychmiast odbiło się czkawką małym i średnim serwisom w postaci nagłego spadku liczby odwiedzin. Jest to typowa dyskryminacja, która nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek równym traktowaniem czy zgodną zasadą Internetu. I nie ma mowy o jakiejkolwiek unikalnej jakości tekstów, przestrzeganiu regulaminów czy stosowaniu nowych standardów. Jak masz pojechać do piekła to jedziesz i tyle. Dewiza jest prosta płacisz Jesteś, nie płacisz nie ma Cię. Teren został oczyszczony i w pierwszych kartach są ci co być powinni. Brawo Ty.

Rządzi zasada kija i marchewki.

Logiczna nieskomplikowana zasada, od której sukces zależy nie od ciężkiej pracy tylko od ilości zainwestowanego kapitału. Ma się to nijak do promowanej przez Google szlachetnej zasady "Content is King". Można prowadzić bloga i pisać nawet złotymi literami i tak niczego to nie zmieni, ponieważ jest jeszcze inna zasada, o której głośno się nie mówi "Dolar is King".

Już parę lat temu padały pod adresem internetowego giganta poważne oskarżenia o manipulacje i oszustwa w wynikach wyszukiwań. Amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) sporządziła stosowny raport, w którym opisano w jaki sposób internetowy magnat przedkładał interesy własnych serwisów nad faktyczne potrzeby użytkowników. W raporcie przedstawiono poważne naruszenia dotyczące promowania portali handlowych, biur podróży, firm oferujących drobne usługi czy biur pośredniczących sprzedaż biletów i połączeń lotniczych.

Pracownicy komisji do walki z nieuczciwą konkurencją odkryli wiele innych drastycznych przykładów manipulacji. Specjaliści z Mountain View opracowali algorytm, który pozwalał kopiować czynniki rankingowe produktów z serwisu Amazon. Dzięki wykradzionym danym wiedzieli jakie produkty są najczęściej kupowane. W podobny sposób oberwało się serwisowi Yelp specjalizującemu się w lokalnych ogłoszeniach. Yelp jako jedyny jawnie oskarżał monopolistów o naruszenie etyki biznesowej.

Dlaczego Google uniknęło pozwu?

Ponieważ jest firmą amerykańską i podlega tamtejszej literze prawa, zasłaniając się pierwszą poprawką Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Obrona przedstawiona przez prawników Google wypowiedziała się jasno, że reprezentowana przez nich firma w żadnym stopniu nie ponosi odpowiedzialności za treści pojawiające się w indeksie.

Google stworzyło tylko algorytm zarządzający przeglądarką, który jest podobnym procesem edytorskim jak przygotowywanie gazety do druku, więc dowolność wyświetlania wybranych tematów jest w dużej mierze zależna od samego użytkownika. Sprawa z braku niewystarczającej ilości dowodów została wyciszona i zamieciona pod dywan amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.

O nieetycznych praktykach stosowanych przez hegemona IT można przeczytać na łamach branżowego pisma „Slate”, lub w publikacji Kordiana Kuczmy Dr. Nauk Politycznych PAN, pod tytułem "Jak nas oszukuje Google?"

Dodaj komentarz

Czysty tekst

CAPTCHA Mechanizm sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.
kategoria
Polish