Czy będziemy świadkami upadku obecnego imperium internetu?

Dodane przez kair4 - wt., 05/08/2018 - 20:02
historia apple i google

W wirtualnym świecie nic nigdy nie jest dane na zawsze. O tym przekonały się na własnej skórze takie potęgi jak: IBM, Commodore, Yahoo, Aol, Nokia, Motorola, BlackBerry, Netscape Navigator, Winamp czy twórcy Symbiana, pierwszego mobilnego systemu. Jeszcze nie tak dawno większość z tych firm zajmowała topowe pozycje na rynku i była kojarzona z najlepszymi markami świata. Dziś można powiedzieć, że praktycznie nie istnieją lub ledwo dyszą.

Kilka lat wstecz nikt nie przypuszczałby, że tak bogate nieśmiertelne twory mogą zwyczajnie upaść i ponieść druzgocącą klęskę. Niestety rzeczywistość jest inna, ponieważ okazuje się, że w świecie technologii wszystko jest możliwe. Podobny los może też spotkać internetowego giganta Google czy Microsoft.

Wszystko albo nic, akt łaski kluczem sukcesu.

Cofnijmy się o dwadzieścia lat do 4 września 1998 roku, był to początek historii Google. W tym czasie Larry Page i Sergey Brin stworzyli legendarną firmę Google, opartą o jeden z lepszych mechanizmów wyszukiwania w internecie. Projekt, jak setki innych pojawiających się w tym okresie, raczej nie rokował wielkiego sukcesu. Coś takiego jak Google Search po prostu nie liczyło się na rynku, było tylko Yahoo, a później wielkie nic. Większość ówczesnych użytkowników sieci, korzystała z bardzo popularnej wyszukiwarki Yahoo, więc Google miało raczej marne szanse przebicia.

Mijały miesiące i karty zaczęły się odwracać. Firma Larry'ego i Sergey'a przez 3 lata od momentu powstania, zarobiła ok. 50 milionów dolarów oraz zaczęła zdobywać nowych użytkowników. Popularność wyszukiwarki sukcesywnie ale powoli wzrastała. Jednak ciągle to było mało. Właściciele nie mogli nawet marzyć, żeby w jakimkolwiek stopniu zagrozić konkurencji, więc postanowili szukać wsparcia.

W 2001 r. Larry Page i Sergey Brin dwaj młodzi wizjonerzy, udali się na spotkanie z ówczesnym guru branży IT Stevem Jobsem. Spotkanie odbyło się w biurze Apple, gdzie zaproponowali Jobsowi objęcie posady głównego CEO. Page i Brin doskonale wiedzieli, że ich dalsza droga do kariery stoi pod wielkim znakiem zapytania, więc bardzo potrzebowali tego wsparcia.

Doskonale zdawali sobie sprawę, że nie mają szansy konkurować z o wiele potężniejszymi molochami z przychodami rzędu 50 milionów. Dla porównania Apple w tym czasie generowało przychody ponad 8 miliardów dolarów. Założyciele Google wiedzieli, że przy takich potęgach są raczkującymi karzełkami i w niedługim czasie ich los będzie przypieczętowany katastrofą.

Jobs potraktował propozycję objęcia stanowiska w młodziutkiej firmie z przymrużeniem oka, więc odmówił. Był bardzo związany Apple lecz po namyśle postanowił udzielić wsparcia. Facet miał duszę hipstera, uwielbiał otwarte projekty i wziął ich pod swoje skrzydła. Tego dnia rozpoczęła się wieloletnia serdeczna współpraca pomiędzy firmami, skwitowana długą przyjaźnią. Do czasu.

Tak zaczęła się nowa era wirtualnego świata.

Obecnie mówi się, że dzieje internetu możemy podzielić na te przed Google...Wcześniej był chaos, a później nastała światłość. Spotkanie dwóch biznesmenów z wizjonerem Apple miało ogromny wpływ na dalszy rozwój. W niedługim czasie zmieniło się wyszukiwanie informacji w sieci. Równolegle powstały inteligentne nowe techniki monetyzacji. Na stronach pojawiły się nieinwazyjne banery reklamowe czy sponsorowane linki wyświetlane w wynikach wyszukiwań.

Cud się ziścił, Google z dnia na dzień zaczęło zdobywać coraz większy kawałek sieciowego tortu. Marka w kilka lat była już rozpoznawalna w Stanach Zjednoczonych i powoli opanowała światowy rynek. Od 2001 roku skatalogowano i uporządkowano większość światowych zasobów sieci, oferując przeciętnemu użytkownikowi nieograniczony dostęp do najlepszych i użytecznych informacji.

Twórcy od samego początku nie ukrywali, że będą opierali model biznesowy o wpływy z reklam. Koncepcja zarabiania sprawdziła się doskonale i zaczęła przynosić potwornie duże pieniądze. I tak z małego karzełka, który jeszcze niedawno nic nie znaczył, wyrósł hegemon, który dziś kontroluje 90% ogólnoświatowego ruchu w internecie.

Do największych osiągnięć można zaliczyć:

  • Stworzenie Google Search najlepszej wyszukiwarki na świecie
  • Program partnerski AdSense, który daje możliwość zarabiania pieniędzy na wyświetlaniu reklam właścicielom stron internetowych czy wideo blogerom w serwisie Youtube.
  • AdWords bardzo skuteczny program dla reklamodawców. Dzięki usłudze AdWords firmy mogą prowadzić kampanie reklamowe we wszystkich usługach sieciowych oferowanych przez Google.
  • Nawigacja samochodowa Maps i Street View, najlepiej skatalogowana usługa na świecie, pokazuje dokładnie miejsca i lokalizacje do których chcemy dotrzeć.
  • Elektroniczna poczta Gmail, oferuje użytkownikom bardzo duże możliwości, jakie często dostępne są w płatnych usługach.
  • System dla urządzeń mobilnych Android i sklep z aplikacjami Google Play
  • Usługa z przydatnymi narzędziami dla webmasterów Search Console czy Analytics zaawansowany system statystyk, który pozwala analizować i śledzić ruch na stronach WWW.
  • Przeglądarka internetowa Chrome, dosłownie zmiotła całą konkurencje z rynku

Dzięki koronnym produktom, korporacja przoduje na rynku urządzeń mobilnych. Kontroluje aż 69,75% rynku urządzeń z systemem Android, wyprzedzając słynne Apple iOS, któremu przypada 28.86%. Kolejne top miejsce również zajmuje przeglądarka Chrome dla telefonów. Jest najczęściej używaną przeglądarką na urządzeniach przenośnych. Jej udział w ogólnoświatowym zestawieniu wynosi 62.28%, druga pozycja przypada Safari z udziałami 27.38%.

Podobna sytuacja jest z przeglądarką Chrome dla komputerów stacjonarnych i laptopów. Tutaj też najlepsze miejsce zajmuje aplikacja Chrome z 60.64%, zostawiając daleko w tyle Firefox, Opera czy IE. Również bezkonkurencyjna okazuje się wyszukiwarka Google Search, z której w skali ogólnoświatowej korzysta aż 72.87% osób. Dla porównania chińskiemu Baidu przypada 12.84%, a Bing czy Yahoo mają zaledwie 7.70% i 4.93% ruchu. Źródło https://www.netmarketshare.com

Potężna przewaga nad konkurencją zapewniła firmie absolutne pierwsze miejsce we wszystkich notowaniach, także finansowych. Szacuje się, że ogólna wartość korporacji wynosi ponad 109 miliardów dolarów i jest najbogatszą firmą na rynku z branży IT. Ponad 90% przychodów pochodzi głównie z reklam. Zatrudnia ok. 60 tysięcy pracowników, rozsianych na różnych kontynentach świata.

Nie ma klikania nie ma zarabiania

Obecnie gigant z Mountain View jest właścicielem ok.160 różnych produktów czy firm. Korporacja nadal nie zwalnia z tonu i na potęgę kupuje kolejne ciekawe startupy. Nabyte inwestycje rozwija do pewnego momentu, które później zamyka, często ogłaszając ich porażkę. Tylko w 2006-2016 roku z niewiadomych przyczyn nagle zamknięto ok.70 takich projektów.

Wydaję się, że na przestrzeni ostatnich 20 lat Google osiągnęło już wszystko co można w tym biznesie osiągnąć. Kontroluje cały ruch w sieci, dysponuje potężną miażdżącą siłą, która daje niepodważalną przewagę spychając każdą konkurencję w czeluści niebytu. Decyduje kto ma być w indeksie stron, a kto nie. Jest to pewien rodzaj władzy absolutnej, która w nieoczekiwanym momencie może równie szybko obrócić sukces w totalną klęskę.

Zjawisko dobrze znane z historii, nie tacy wielcy upadali, choćby Cesarstwo Rzymskie, Imperium Osmańskie, Starożytny Egipt i wiele innych, a co dopiero zwykła korporacyjna firma, która swoją pozycję czy bogactwo zawdzięcza dzięki rzeszy zwykłych internautów klikających w banery.

A co by było gdyby nagle z jakiegoś powodu wpływy z reklam się skończyły? Prawdopodobnie skończyłoby się też Google. Taki scenariusz jest bardzo możliwy i już się dzieje na naszych oczach. Coraz więcej użytkowników stosuje blokery skryptów reklamowych. Szacuje się, że w samej tylko Polsce Adblocków używa ponad 80% internautów i liczba z miesiąca na miesiąc ciągle rośnie.

Internauci z innych państw również chętnie instalują wtyczki w przeglądarkach, więc liczba odsłon i klikalność w reklamy drastycznie spada. Wydawcy widząc co się dzieje, coraz częściej rezygnują i wyłączają wyświetlanie banerów na swoich stronach. Obecnie taka forma monetyzacji stała się całkowicie nie skuteczna i nieopłacalna. Jedynie portale z dużą liczbą odwiedzin mają szansę cokolwiek zarobić.

Najcenniejszym towarem jest handel informacją

Kolejnym zagrożeniem jest inwigilacja i śledzenie, a z tego typu praktyk Google wręcz słynie. Nikt o zdrowych zmysłach nie lubi być szpiegowanym, nawet zwierzęta widząc że są obserwowane natychmiast uciekają w bezpieczne miejsce, u ludzi jest podobnie. Ostatnio mnóstwo osób używa programów VPN, które potrafią jak Proxy maskować lokalizację, zmieniają IP urządzenia, a nawet identyfikację systemu operacyjnego. Wszystko po to żeby zatrzeć ślady aktywności sieciowej i bezpiecznie korzystać z zasobów internetu.

Tutaj też monopolista dostaje po garbie równo, ponieważ mechanizm wyświetlania reklam jest ściśle dopasowany do indywidualnych preferencji każdego użytkownika. Reklama działa na zasadzie utworzonego profilu, który zbiór z cennymi informacjami został zebrany podczas surfowania w sieci. Dlatego korzystanie z narzędzi VPN, wprowadza w błąd mechanizm śledzenia, a reklamy jakie nam podsunie, zdadzą się psu na budę i będą bezwartościowym spamem, za który też Google nie otrzyma należnego wynagrodzenia.

Ostatnio pojawiła się kolejna technika śledzenia przez prywatne rozmowy telefoniczne i wiadomości głosowe. Internauci odkryli, że po skończonej rozmowie np. o rowerach górskich, nagle na odwiedzanych stronach pojawiały się banery z reklamami producentów i sklepów sprzętu rowerowego, podobnie było w wynikach wyszukiwań. Oby tak dalej, a urządzenia z systemem Android wylądują nie na półkach salonów tylko w śmietniku.

Zastanawiałeś się choć przez chwilę, co się stanie jak nagle okaże się, że Twój smartfon z zielonym robotem na pokładzie będzie bez Twojej wiedzy wysyłał gdzieś do chmury wszystkie prywatne rozmowy telefoniczne, wiadomości SMS czy przekazywał dane o twojej aktywności sieciowej?

Grzechów z dawnych lat się nie zapomina.

Wróćmy do słynnego spotkania właścicieli Google z w siedzibie Apple. Jak wiemy Jobs stał się wyłącznym przewodnikiem biznesowym dla najważniejszych osób z Google, a zażyłość obydwu organizacji była tak wielka, że wydawało się jakby firmy były jedną wielką rodziną. Wszystko układało się wspaniale do pewnego momentu.

W 2004 roku Apple rozpoczęło pracę nad produktem iPhone i nikt poza firmą nie wiedział, że planuje wdrożyć na rynek nowe urządzenie mobilne. Oczywiście nikt, poza dobrym przyjacielem Google, które to we wrześniu 2005 r kupiło w tajemnicy przed Apple startup o nazwie Android. Korzystając z bezwzględnego zaufania jakim darzył partnerów Stive Jobs, wykorzystując moment dobrej współpracy, w 2006 roku wprowadzili do zarządu Apple swojego człowieka Erica Schmidta ówczesnego prezesa Google.

Eric Schmidt w ten sposób miał nieograniczony dostęp do największych tajemnic Apple i mógł dosłownie robić co tylko chciał. Kolejnym posunięciem jakiego dopuściło się Google, była prezentacja prototypu własnego smartfona z Androidem G1. Premiera urządzenia odbyła się w 2007 roku, kilkanaście miesięcy później od pokazania światu iPhone'a.

Stive Jobs widząc co się dzieje niezbyt się przejął tym co zobaczył. Uznał że telefon zaprezentowany przez zaprzyjaźnioną firmę nie stanowi żadnego zagrożenia dla iPhone’a. Wyglądem przypominał trochę jak niedopracowany Blackberry z wbudowaną manualną klawiaturą, więc daleko mu było nowego produktu Apple i nie jest konkurencją. Bardzo się jednak mylił, ponieważ Google w 2008 roku wprowadziło na rynek pierwsze już udoskonalone urządzenie mobilne z systemem Android G1.

Nowy telefon już nie przypominał pokracznego gadżetu z całkowicie niestabilnym systemem, ale był żywą kopią iPhone’a, którą z dumą wcześniej pokazał całemu światu Jobs. Smartphone Google praktycznie niczym się nie różnił od produktu Apple, posiadał nawet bardzo podobne rozwiązania softwarowe no i co najważniejsze był dużo tańszy. Dobre relacje obydwóch firm nagle prysły jak bańka mydlana i powoli współpraca zaczęła się kończyć. W połowie 2009 roku Eric Shmidt wydał oświadczenie hańby, w którym powiedział, że Google nigdy nie będzie konkurowało ze swoim partnerem, po czym został odwołany ze stanowiska i więcej już nie zasiadał w zarządzie Apple.

Jak to w życiu bywa pomimo zapewnień o lojalności wobec Apple, w styczniu 2010 r ujrzał światło dzienne pierwszy prawdziwy smartfon Google Nexus One. Nie było już żadnych wątpliwości co zrobiło Google oraz to, że Steve Jobs został zdradzony i oszukany.

Apple i ich produktów można nie lubić lub mówić o nich że są drogie czy dla snobów, ale jedno jest pewne jak w banku, Apple zawsze jest 1000 kroków do przodu przed konkurencją. Jako pierwsi na świecie wymyślili iPada, Iphon'e, dopracowali do perfekcji własny system operacyjny dla Maców i urządzeń przenośnych, stworzyli SmartWach interaktywny zegarek, klawiaturę holograficzną, Siri inteligentnego asystenta osobistego, sterowanego za pomocą mowy i wiele innych wysokiej klasy produktów.

Wydawałoby się, że wraz ze śmiercią Jobsa 5 października 2011 zakończy się wojna, którą wytoczył całemu Google ale tak nie jest i gra toczy się dalej. Prawdopodobnie w niedługim czasie będziemy świadkami rewolucyjnych zmian w sferze technologii IT i całkowitego wyautowania z obiegu monopolisty. Zmiany powoli ale już następują i są zauważalne. Apple w odróżnieniu od giganta z Mountain View ma potworną przewagę, swój model biznesowy opiera w 100% na innowacyjnych rozwiązaniach technologicznych, Google żyje głównie z reklam.

Jobs miał tą cechę, że co powiedział tak się stało

„Zniszczę Androida, ponieważ to kradziony produkt. Jestem gotów rozpętać wojnę termonuklearną przeciw niemu – powiedział Jobs Isaacsonowi – Poświęcę swoje ostatnie tchnienie i ostatniego centa z 40-miliardowego majątku Apple’a, by to zrobić – dodał.”

 

Przyszłość zapowiada się bardzo ciekawie 

Przez urządzenia z systemem iOS przechodzi dzisiaj ponad 40%  ogólnoświatowego ruchu internetowego. Android wygrywa w liczbach, ale nie w wartości użytkowników, którzy ten ruch generują. iPhone spozycjonował się jako produkt premium. Jest zdecydowanie droższy od absolutnej większość urządzeń z Androidem, stąd najpopularniejszy jest w bogatych krajach lub wśród bardziej zamożnych obywateli. Telefony z androidem opanowały więc Azję, Afrykę, Europę Wschodnią i Amerykę Południową. iPhone wygrywa w Ameryce Północnej, Europie Zachodniej i Australii.

Choć więc procentowy ruch w sieci jest na korzyść Androida, to iOS wygrywa na siłę nabywczą swoich użytkowników. Innymi słowy – użytkownicy iOS to ci, którzy w sieci kupują zdecydowanie więcej. Począwszy od samych aplikacji, skończywszy na produktach oferowanych przez internetowych sprzedawców. To właśnie oni są grupą docelową reklamodawców. To do tych użytkowników kierowane są komunikaty marketingowe w sieci. Specjaliści od budowania kampanii w internecie wiedzą, z jakiego telefonu korzystasz.

Klienci domów mediowych często domagają się, by ich reklamy wyświetlały się wyłącznie użytkownikom urządzeń z iOS. Wiedzą, że takie podejście zwyczajnie bardziej się opłaca. Apple z każdym kolejnym wydaniem swojego systemu operacyjnego zmienia w sposób niemal niezauważalny zachowania i przyzwyczajenia swoich użytkowników.

Najpierw wprowadził aplikacje, które same w sobie były często małymi silnikami wyszukiwania. Zamiast wchodzić do przeglądarki internetowej i tam wpisać frazę ekspres do kawy, wpisujemy tę frazę bezpośrednio w takich aplikacjach, jak Allegro, Amazon, czy eBay. Czyniąc tak omijamy Google. Podobno to właśnie popularność iPhone’a a tym samym aplikacji sprawiła, że firma z Google postanowiła wprowadziła Androida.

Przewidzieli, że aplikacje poza ich systemem wyszukiwania zabiorą im zdolność generowania reklam. Następnie Apple opracowało mechanizm Spotlight, wewnętrzną wyszukiwarkę działającą zarówno w komputerach Mac i urządzeniach mobilnych. Szukaną frazę wpisujemy nie w przeglądarkę ze zdefiniowaną wyszukiwarką Google, ale w samym urządzeniu. Narzędzie przeszukuje zarówno własne zasoby, jak i sieć podając gotowy wynik z pominięciem reklam Google.

Kolejny skok w przyszłość to Siri, wirtualny asystent wykonujący polecenia głosowe. Narzędzie całkowicie pomija wyszukiwarkę Google. Apple zrozumiało, że użytkownik końcowy chce otrzymać najbardziej trafną odpowiedź w najkrótszym możliwym czasie, bez skomplikowanych czynności. Procedura telefon, przeglądarka, wyszukiwarka, reklama, taki wynik właśnie przechodzi do historii. W tle machiny zaczyna działać potężny silnik wyszukiwania, który być może nigdy nie otrzyma swojej handlowej nazwy.

Raczej też nigdy nie trafi do zakładek przeglądarek internetowych, będzie wbudowany we wszystko, co posiada logo z ugryzionym jabłkiem. Siri już działa w telefonach, iPadach, iPodach, Zegarkach, Apple TV. Za chwilę przyjdzie czas na komputery i wszystkie kolejne produkty Apple. Wynik będzie natychmiast tam, gdzie go potrzebujemy. Z pominięciem wszystkich pośredników. Użytkownicy zwyczajnie nie będą używali przeglądarek do wyszukiwania, co właśnie do przeglądania wyszukanego wcześniej przez system wyniku.

Na koniec warto przytoczyć stare dobre przysłowie: Kto pod kim dołki kopie sam w nie wpada.

Dodaj komentarz

Czysty tekst

kategoria
Polish